Polacy w Irlandii czyli historia jednego z nich.

4

Data: 27-03-2010 | Autor: admin | Kategoria: Historyjki
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (2 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading ... Loading ...

Minęło 6 lat od czasu w którym tu przyleciałem. Wszystko zaczęło się od jednego telefonu, leżałem na łóżku i nagle zadzwonił. Był to mój przyjaciel który wyjechał do Irlandii parę miesięcy wcześniej. Jest robota dla ciebie, powiedział. Zdziwiło mnie to bo nie szukałem pracy a już na pewno nie za granica. W obecnym czasie studiowałem na politechnice w Poznaniu automatykę i zarządzanie i dodatkowo elektrotechnikę na drugim kierunku. Nie to żebym czul się jakoś specjalnie uzdolniony ale przychodziło mi dość łatwo. Wracając do telefonu, wszystko zaczęło się od palmy. Tak, właśnie od malej palmy której sprzedawca usłyszawszy obcy język zapytał czy nie znalazł by się ktoś chętny do pracy w ogrodzie. To właśnie ja byłem tym chętnym. Decyzja nie była łatwa bo do zakończenia studiów zostało raptem rok nauki i pól roku praktyki ale napisałem podanie o „dziekankę” i oto jestem. Powiększyłem grono polaków w Irlandii. Pamiętam ze bilet lotniczy kosztował mnie fortunę, tym bardziej ze jako student nie miałem zbyt wiele oszczędności.
Orzeł wylądował, powiedziałem jak tylko kola samolotu dotknęły irlandzkiej ziemi. To zupełnie inny świat, przeraziło mnie to trochę bo nigdy wcześniej nie wyjeżdżałem z domu na dłużej niż wakacje a już tym bardziej nie tak daleko. Pierwszy raz w moim życiu znalazłem się w miejscu w którym nie wiele osób, oczywiście poza pasażerami samolotu mówiło po polsku. Szczęściem moim było to ze w szkole liznąłem trochę angielskiego, teoretycznie znalem język w stopniu zaawansowanym ale angielski w szkole rożni się dość bardzo. Ledwo co rozumiałem co do mnie mówią a do tego ja balem się mówić, cos mnie blokowało. Kupiłem bilet na autobus do centrum a jak znalazłem się na dworcu kolejowym okazało się ze muszę czekać pól dnia na pociąg tylko dlatego ze dziś jest Bank Holiday. Co to jest zapytałem? Oczywiście nie wiele zrozumiałem z tego co mi odpowiedzieli.
Nie było mi łatwo, byłem dość zdenerwowany i zmęczony, paliłem jednego papierosa za drugim. Dopiero wtedy dotarło do mnie ze jestem na drugim końcu europy zupełnie sam i nie mam nawet pieniędzy na powrót. Wsiadłem do pociągu, zamówiłem kawę żeby przypadkiem nie przespać mojej stacji. Miałem parę telefonów od mojego przyszłego szefa, który oczywiście popijał guinessa z tytułu wolnego dnia. Podczas rozmowy pytał jedynie o której będę i czy pije piwo. Już nie mógł się doczekać żeby mnie odebrać. Tak w końcu po 2 godzinach jazdy wysiadłem z pociągu i od razu poznałem szefa, miał na imię Paddy i jak już wcześniej zapowiedział od razu poszliśmy do pubu na pinta guinessa. Dopiero w pubie dowiedziałem ze będę najpierw na okresie próbnym, ale mina pomyślałem. Gdybym wiedział o tym wcześniej w życiu nie zdecydowałbym się na taki krok. Stało się jednak i nie ukrywałem ze nie podoba mi się ten pomysł z okresem próbnym. Po pierwszym piwku mój szef poszedł po następne a ja dostałem parę numerów telefonów od ludzi których co dopiero poznałem w razie gdybym kiedyś potrzebował pomocy bądź szukał pracy czy mieszkania. Nie ukrywam ze podniosło mnie to trochę na duchu. Na koniec dnia odwieźli mnie do mojego nowego domu. Przyszło mi zamieszkać ze Słowakami i polakiem. Tomek wydal się całkiem w porządku, wiele mu zawdzięczam chociaż potem parę spraw nas poróżniło. Pierwsza noc była dość ciężka, przyszło mi spać na łóżku bez materaca, trochę gorzej niż na podłodze bo przeszkadzały mi poprzeczne deski. Na cale szczecie miałem ze sobą śpiwór, kupiłem go w tesco za parę groszy. Wstałem rano raczej wypoczęty albo może podekscytowany. Nie wiem o czym myślałem ale nie zabrałem jedzenia do pracy a co najważniejsze nie wziąłem wody bez której nie jestem w stanie wytrzymać pół dnia. Już pierwszego dnia zostałem sam w pracy i nie przyzwyczajony do pracy fizycznej miałem dość. Brak wody doprowadzał mnie do szaleństwa, dookoła oczywiście było pełno kranów ale nie pijam kranówki a nie byłem jeszcze aż tak zdesperowany. Napisałem smsa do szefa czy nie mógłby mi przywieść wody gdyby wracał do mnie w ciągu dnia. Doczekałem się bo w porze lunchu podjechał do mnie. Pamiętam jak dziś co powiedział dając mi litrowa butelkę wody „woda jest tu bardzo droga bo kosztuje 2 euro za butelkę”. Była to chyba litrowa butelka która wypiłem prawie jednym łykiem. Dzień dobiegał końca i zaczęliśmy zbierać narzędzia, szef poszedł jeszcze porozmawiać z właścicielem domu a ja korzystając z okazji zadzwoniłem do narzeczonej . Byłem załamany, zmęczony i miale wszystkiego dość. Nie będę zgrywał twardziela bo popłakałem się w trakcie rozmowy, pamiętam jak mówiłem ze chce wracać. Wróciłem nowego domu, postanowiłem wziąć prysznic zanim zrobię coś innego. Poszedłem do łazienki, rozebrałem się i wszedłem pod prysznic. Jako ze w Irlandii byłem od niespełna 24 godzin nie wiedziałem ze trzeba pociągnąć za sznurek zwisający z sufitu zanim zechce się wziąć prysznic. Załamany kolejnym niepowodzeniem w tym dniu poszedłem do łazienki piętro niżej i wziąłem zimna kąpiel bo Słowacy nie zapłacili kaucji za gaz i nie mięliśmy ciepłej wody.
Po zimnej kąpieli miałem już wszystkiego serdecznie dość, byłem zrezygnowany i wtedy właśnie Tomek wrócił z pracy i chyba zauważył ze cos ze mną nie tak. Pamiętam ze zapytał „jadłeś jakiś obiad? Nie, to chodź zjemy cos”. Moja półka w lodówce była pusta. Obiad był dość prosty, udko z kurczaka, ziemniaki i kapusta. Odżyłem a kontakt z ludźmi podniósł mnie trochę na duchu. Dużo paliłem wtedy a Słowacy palili jeszcze więcej niż ja z tym ze, ja paliłem swoje a oni moje:(
Było późno wiec poszliśmy powoli spać, pamiętam ze bardzo zaintrygował mnie katalog Argosa, oglądałem strona po stronie prze parę godzin i planowałem zakupy. Nie śpieszyło mi się ze spaniem bo miałem dość tych desek po pierwszej nocy ale po niedługim czasie zasnąłem i ze względu na dość dużą ilość wydarzeń w Irlandii spałem jak zabity.

Tak minął mój pierwszy dzień , dzień kolejnego Polaka w Irlandii. Jutro opowiem wam o kolejnych dniach na Zielonej wyspie.